Od stycznia do marca 2025 Klub Podróżników BIT zaprosił Was w podróż przez pełne inspiracji, opowieści z krańców świata i spotkań z wyjątkowymi ludźmi. Tegoroczna edycja Dni Podróżnika po raz kolejny udowodniła, że podróże nie znają granic, ani geograficznych, ani tych w naszych głowach. W tym roku potykaliśmy się w przytulnej przestrzeni Sztuki Na Miejscu, by słuchać ludzi, którzy podróżują z sercem, intuicją i ogromną pasją. Nim przyszedł czas na wielki finał, odbyło się sześć spotkań – każde inne, każde wyjątkowe.
Spotkania z podróżnikami i prelekcje pełne wspaniałych przygód

Pierwsze spotkanie 16 stycznia 2025r. otworzył Paweł, znany jako Autostopowa Wrona, który zabrał nas w podróż przez Bliski Wschód, Skandynawię, Szwajcarię i Fidżi. Jego historie były jak wyjęte z filmu drogi, pełne przypadkowych spotkań, wzruszeń i autentycznej przygody. Dzięki zdjęciom, które sam robił podczas swoich podróży, mogliśmy poczuć się, jakbyśmy stali razem z nim na pustkowiu Iranu czy łapali stopa w szwajcarskich Alpach.
Tydzień później przenieśliśmy się za ocean, gdzie Kornelia otworzyła przed nami świat summer campów w USA i życia na hawajskiej farmie. Opowiadała z ciepłem i pasją o pracy , wyzwaniach życia za granicą i o tym, jak odnaleźć w sobie odwagę, by spełnić marzenia o wyjeździe na drugi koniec świata. Wyszliśmy z tego spotkania zainspirowani, że naprawdę wszystko jest możliwe.
Trzecia prelekcja odbyła się 30 stycznia i była prawdziwą emocjonalną podróżą. Lidia Radziszewska pokazała nam Iran takim, jakiego nie znamy pełnym gościnności, ciepła i niespodziewanych zwrotów akcji. Opowiadała o jeździe autostopem przez 4000 km, o Irańczykach, którzy potrafią oddać swoje auto, tylko by pomóc, i o sytuacjach tak nieprawdopodobnych, że aż prawdziwych. Lidia złamała stereotypy i zostawiła nas z refleksją, jak wiele mamy jeszcze do odkrycia nie tylko na mapie, ale i w ludziach.
Na początku lutego przenieśliśmy się na legendarny szlak Pacific Crest Trail razem z Kasią Święty. Jej opowieść to hymn o prostocie, odwadze i codziennym przekraczaniu własnych granic. Słońce pustyni, śniegi Sierra Nevady, mgły lasów – Kasia zabrała nas tam słowami i zdjęciami, pokazując, że nie trzeba mieć wiele, by przeżyć coś wielkiego. Wystarczy plecak, buty i odrobina odwagi.
Koniec lutego należał do Bartka i Adama, dwóch instruktorów survivalu, którzy zamiast luksusów wybrali surowe piękno Kirgistanu. Ich historia to opowieść o chłodnych nocach w namiocie, konnych wędrówkach przez góry i spotkaniach z ludźmi, którzy żyją inaczej, ale z taką samą pasją. To była wyprawa nie tylko w przestrzeni, ale też w głąb tego, co znaczy żyć prosto i autentycznie.

Tuż przed finałem, spotkaliśmy się z Julką, Wiktorią i Oliwią, które zabrały nas w podróż pod dach świata. Trekking do bazy pod Everestem z trzech perspektyw, to była opowieść o marzeniach, wytrwałości i przyjaźni. Dziewczyny mówiły o swojej pierwszej podróży do Azji, o zaskoczeniach, lodowatych nocach i niezwykłych widokach, które na zawsze zostają w sercu. I o tym, że warto rzucić się w nieznane, nawet jeśli nie wszystko idzie zgodnie z planem.
To był piękny początek roku – sześć wieczorów, podczas których przenieśliśmy się w najdalsze zakątki świata, siedząc razem w jednym miejscu. Każda prelekcja była jak otwarcie nowego rozdziału, nowej mapy, nowej inspiracji. Ale prawdziwe podróżnicze szaleństwo dopiero miało nadejść…
Finałowy weekend – Festiwal Dni Podróżnika 2025
Dwa dni, które wypełniły salę CKU na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu historiami, których nie znajdziesz w przewodnikach, emocjami, których nie da się oddać na zdjęciach, i energią, którą czuło się w powietrzu od pierwszego wejścia na salę aż po ostatnie gromkie brawa.

Już od pierwszej prelekcji było wiadomo, że to będzie weekend inny niż wszystkie. Loreen i Konrad, cebulowa para znana jako @onionsontheroad zabrali nas do kolorowych, kontrastowych Indii i chłodnych, majestatycznych Himalajów. Ich opowieść o tym, jak prawie zostali gwiazdami Bollywood, jak przeżyli duchowe zanurzenie nad Gangesem i jak omal nie utknęli na noc na górskim szlaku, wywoływała zarówno śmiech, jak i niedowierzanie. To była podróż trudna, ale prawdziwa, taka, która zostaje w pamięci.
Zaraz po nich scenę przejął Drzemesio, samotny wilk podróżniczy, który udowodnił, że do przeżycia wielkiej przygody wystarczy samochód, namiot i odwaga, by nie planować zbyt wiele. W jego opowieściach pobrzmiewała wolność , ta prawdziwa, dzika, czasem niebezpieczna. Wilki wyjące za płótnem namiotu, dramatyczna ucieczka z wulkanu, turecka gościnność i mleko od pasterzy – to nie były tylko ciekawostki, to była żywa lekcja innego stylu życia.

Kiedy wydawało się, że więcej emocji się już nie zmieści, na scenie pojawiła się dwójka szaleńców – Anka i Bartek, którzy zabrali nas do Papui Nowej Gwinei. Siedzieliśmy w fotelach, słuchając o rytuałach z udziałem świętych świń, czarnej magii, łowach z włóczniami i rejonach, w które nie zaglądają nawet miejscowi. Ich zdjęcia surowe, autentyczne, czasem trudne, pokazały świat, który istnieje gdzieś na granicy rzeczywistości i mitu. Po tej prelekcji trudno było wrócić myślami do codzienności.
Nie zabrakło też historii bardziej osobistej – Michał Kiełbasa pokazał, że na zmiany nigdy nie jest za późno. Opowiadał o tym, jak z człowieka, który nigdy nie wyjechał za granicę, stał się zdobywcą najwyższych szczytów świata. Jego spokój i skromność kontrastowały z rozmachem jego podróży, a publiczność słuchała go z niemal dziecięcą ciekawością, bo jego historia była po prostu ludzka i dzięki temu wyjątkowo bliska.
A potem zeszliśmy pod ziemię – dosłownie i w przenośni razem z grotołazami z AKG i SGW. O ich wyprawach po jaskiniach Maganiku słuchało się jak opowieści z innej planety. Świat bez światła, bez czasu, za to pełen tajemnic i wyzwań. Ich pasja była zaraźliwa, opowiadali o wyprawach, które trwały tygodniami, o dziurach w ziemi, które prowadziły do zupełnie nowych światów. Gdzieś pomiędzy żartami o jeżach jako punktach orientacyjnych a opisami życia pod ziemią, wydarzyło się coś jeszcze, poczuliśmy, że nawet pod naszymi stopami wciąż kryje się coś do odkrycia.

Na zakończenie wystąpił podróżnik, który przez życie idzie z humorem i dystansem. Mówił o Japonii, czyli swoim ukochanym i jednocześnie najbardziej frustrującym kraju. Mieszkał tam trzy lata, pokochał górę Fuji, zatopił się w japońskiej kulturze i niemal został… księdzem na weselu. Jego opowieść była jak sinusoida – pełna skrajności, emocji, paradoksów. Idealne zamknięcie festiwalu i przypomnienie, że podróże to nie tylko miejsca, ale i ludzie, emocje, zderzenia kultur i opowieści, które można snuć godzinami.
Podsumowując
Dni Podróżnika 2025 to był cykl, który łączył – prelekcje od stycznia do marca i finałowy festiwal stworzyły wspólnotę ludzi zakochanych w świecie. Tak właśnie zapamiętamy ten finał: jako weekend pełen inspiracji, opowieści i bliskości, mimo że mówiliśmy o miejscach odległych. Przez te kilka miesięcy świat naprawdę stał się nam bliższy!












