8–10 listopada 2024 – ten weekend na długo zostanie w naszej pamięci! Walim przywitał nas piękną jesienią, a my zamieniliśmy się w prawdziwą bandę kowbojów i kowbojek. Nasza coroczna integracja przeniosła Klub Podróżników BIT prosto na Dziki Zachód – było ogniste rodeo, górskie przygody i niezliczone momenty, które pokazały, że BIT to wspaniała społeczność!

Witajcie na Dzikim Zachodzie!
Już od momentu wejścia do autokaru było czuć ekscytację – to ten wyjazd, na którym co roku pojawiają się nowe twarze, świeżutkie Biciątka, gotowe na swoją pierwszą BITową przygodę. Wystartowaliśmy w piątkowe popołudnie spod Wzgórza Andersa i ruszyliśmy prosto w kierunku Walimia. Po dotarciu do ośrodka „Biała Sowa” rozlokowaliśmy się w pokojach i… nie zwlekając ani chwili, oficjalnie rozpoczęliśmy integrację. Na pierwszy ogień – flanki, nasza nieśmiertelna tradycja, która od lat przełamuje pierwsze lody. Potem ruszyliśmy z towarzyską rozgrzewką: speed datingi, gry i zabawy integracyjne, które pozwoliły nam lepiej się poznać, pośmiać i od razu poczuć, że jesteśmy w dobrym miejscu, z właściwymi ludźmi. Walim może i przywitał nas chłodnym powietrzem, ale atmosfera, którą stworzyliśmy razem, szybko podniosła temperaturę – szczególnie, gdy nadszedł czas na wieczorną imprezę! Tańce, śmiech i rozmowy do późna pozwoliły nam naprawdę się wyluzować i na dobre rozpocząć ten wyjątkowy weekend.
Górskie szlaki i dzikie przygody
Nie samą imprezą BIT żyje – sobotnie przedpołudnie spędziliśmy aktywnie, przemierzając okoliczne szlaki. Góry Sowie pokazały nam się z najlepszej strony – piękne krajobrazy, piękna pogoda, do tego humory dopisywały, a przygody… no cóż, były jak z westernu… Mieliśmy bliskie spotkanie z leśnymi zwierzętami, a do tego kulminacją wyprawy była przeprawa przez rwący potok – niektórzy przeskakiwali z gracją, inni… cóż, wracali z mokrymi butami, ale z uśmiechem na twarzy. Ten spacer to nie tylko porcja ruchu, ale też okazja do lepszych rozmów i budowania więzi – bez presji, bez ekranów, po prostu my i natura.
Po powrocie czekał nas relaks i obiadokolacja, a potem – główna atrakcja wieczoru: COWBOY PARTY!
Nasza sala zamieniła się w dziki saloon, a uczestnicy przeszli prawdziwą metamorfozę – kraciaste koszule, kapelusze, bandany i stylówki prosto z Teksasu zrobiły wrażenie! COWBOY PARTY okazało się strzałem w dziesiątkę, był beer pong, były taneczne szaleństwa, wspólne śpiewy.
Ostatni poranek był już spokojniejszy – śniadanko, pakowanie, wspólne sprzątanie i powolne żegnanie się z miejscem, które przez ten weekend stało się naszą bazą. Choć zmęczeni, wracaliśmy z Walimia z sercami pełnymi ciepła, z nowymi znajomościami, masą śmiesznych historii i poczuciem, że jesteśmy częścią czegoś naprawdę wyjątkowego.
Podsumowując…
Była to integracja, której długo nie zapomnimy. Ciepłe przyjęcie naszych nowych Biciątek, mnóstwo śmiechu, dobrej zabawy i westernowej energii. Udowodniliśmy, że klimat Dzikiego Zachodu można stworzyć nawet w sercu Gór Sowich.
















