Ostatni weekend kwietnia. Budapeszt. City break, który dla nas okazał się weekendem pełnym wyzwań, niespodzianek i dobrej zabawy w najlepszym towarzystwie. Projekt Metro Survival to gra miejska, podróż i przygoda w jednym!
Budapeszt przywitał nas słońcem, wiosennym ciepłem i klimatem, który trudno pomylić z jakimkolwiek innym miastem. Dla wielu z nas to była pierwsza wizyta w stolicy Węgier, ale nawet ci, którzy już kiedyś tu byli, odkryli to miasto na nowo – tym razem nie przez przewodnik, a przez własne kroki, pomysły i decyzje.
Pierwsze godziny po przyjeździe upłynęły na szybkim zakwaterowaniu, pakowaniu prowiantu i poznaniu drużyn. Organizatorzy przygotowali krótki wstęp – zasady gry, mapa metra, lista zadań i… czas start! Zespoły miały przed sobą listę zadań do wykonania w różnych częściach miasta – od znanych zabytków, przez mniej oczywiste zaułki, aż po miejsca, które trudno znaleźć bez dobrej intuicji (lub Google Maps).
Liczyło się wszystko – spryt, czas i współpraca

Zadania były różnorodne – czasem trzeba było zrobić coś kreatywnego, czasem wymagały interakcji z mieszkańcami, a czasem po prostu dobrej orientacji w terenie. Dzięki temu każdy mógł w czymś zabłysnąć. Metro w Budapeszcie – najstarsze na kontynencie, stało się naszym głównym środkiem transportu. To właśnie ono nadawało rytm grze i łączyło wszystkie punkty naszej miejskiej układanki.
Nie obyło się bez wpadek, ktoś pojechał w złą stronę, ktoś zgubił zespół, komuś rozładował się telefon w najmniej odpowiednim momencie. Ale wszystko to tylko dodawało smaczku całemu wydarzeniu. Bo przecież nie chodziło o perfekcję tylko o wspólną zabawę i doświadczenie czegoś nowego.
Metro Survival polega na rozwiązywaniu zadań rozmieszczonych po całym mieście. Wydaje się proste – ot, trochę biegania po mieście, zdjęcia, kreatywność. Ale już po pierwszych godzinach było jasne, że to wyzwanie naprawdę angażuje. Trzeba było wykazać się nie tylko znajomością topografii miasta (albo chociaż skutecznym googlowaniem), ale też refleksem, komunikacją w grupie i… odpornością na pokusy budapesztańskich cukierni i knajpek, które kusiły na każdym kroku.
Metro, najstarsze na kontynencie europejskim, stało się naszym głównym sprzymierzeńcem i zarazem sprawdzianem logistyki. Która linia? Ile przystanków? Przesiadka czy spacer? Te pytania pojawiały się co chwilę. Czasem ktoś pobiegł w złą stronę, ktoś zapomniał gdzie się umówić, innym razem drużyny przypadkiem wpadały na siebie w najmniej spodziewanych miejscach. Każdy dzień to była osobna historia.
Zadania wymagały kreatywności i nieszablonowego myślenia – od interakcji z lokalnymi mieszkańcami, przez nagranie konkretnego wideo, aż po odnalezienie ukrytego muralu czy uliczki, której nie ma w turystycznych przewodnikach. A wszystko to z ograniczonym czasem i presją, by zdobyć jak najwięcej punktów.
Budapeszt w tle – i na pierwszym planie

Między punktami gry był czas, by naprawdę poczuć miasto. Czasem przypadkiem trafialiśmy na lokalny targ, koncert uliczny albo grupkę seniorów grających w szachy na ławce. Chwilami zapominaliśmy, że jesteśmy w grze i to było w tym najfajniejsze. Spacer wzdłuż Dunaju, zachód słońca z Mostu Łańcuchowego, zapach langoszy i aromatycznej kawy, gwar ulicy i dźwięk tramwajów, wszystko to tworzyło klimat, który zostanie z nami na długo. Wieczorami wracaliśmy zmęczeni, ale pełni śmiechu, opowieści i zdjęć, które później jeszcze długo krążyły po grupowych czatach.

Gdy gra dobiegła końca, emocje jeszcze długo nie opadały. Zmęczenie dawało się we znaki, ale przeważało uczucie dobrze spędzonego czasu. Niezależnie od wyników, każdy z nas coś wygrał: nowe znajomości, niezapomniane wspomnienia, wspólne śmiechy i przygody, których nie da się zaplanować.
Bo właśnie o to chodzi w Metro Survival – nie tylko o rywalizację, ale o doświadczenie, które łączy ludzi. O spojrzenie na miasto z zupełnie innej perspektywy i nowe znajmości!
Metro Survival 2025 w Budapeszcie był dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy, oddechem od codzienności, dawką adrenaliny, śmiechu i autentycznej radości. Już teraz nie możemy się doczekać kolejnej edycji – bo wiemy, że niezależnie od miejsca, klimat tworzą ludzie. A my mamy ekipę, która potrafi zrobić z każdego miasta planszę do gry.














